Dziecko na polu minowym
Jak naprawdę ważne jest wszystko i wiele różnych czynników może powodować problemy w szkole. Bo szkoła jest jak papierek lakmusowy – tam wychodzi wszystko. Z dr Moniką Wasilewską, psychologiem, rozmawia Dorota Mularz
Długotrwałe trudności szkolne – tak popularny ostatnio termin – co to takiego?
To problemy, które rozpoczynają się w pierwszej klasie i trwają na różnych etapach edukacji. Jeśli w odpowiednim momencie dziecko nie otrzyma pomocy, mogą przejść w proces przewlekły, który ma swoje konsekwencje aż do szkoły średniej. Z punktu widzenia pedagogiki ich przyczyny to zaburzenia koncentracji, słynne ADHD czy dysleksja. Te trudności szkoła zwykle wykrywa i dziecko może uczestniczyć w specjalnych zajęciach. Jest jednak inny aspekt, zwykle pomijany przez pedagogów: dojrzałość emocjonalna dziecka. Dziecko poznawczo może być gotowe, by pójść do szkoły, ale pod względem emocjonalnym i społecznym ma braki. Poznawcza gotowość to odpowiedni stopnień rozwoju intelektualnego, natomiast dojrzałość emocjonalna i społeczna to coś zupełnie innego. Mało bada się u dzieci te dwie sfery, a one mają ogromne znacznie dla powodzenia w szkole.
Gdzie leżą przyczyny tej niedojrzałości?
Dziecko niedojrzałe emocjonalnie cechują przeżycia emocjonalne i sposób ich wyrażania typowe dla dzieci młodszych. Gorzej radzi sobie z porażkami, trudniej przystosowuje się do grupy rówieśniczej, a na stres reaguje płaczem, zamknięciem się w sobie, agresją. Przyczyny są rozmaite: nadmiernie wymagający rodzice, tacy, którzy nie wierzą w sukces dziecka lub rodzice nadmiernie krytykujący. Wiele mówi się o tzw. wyścigu szczurów również w świecie dzieci: metaforycznie, rodzice wysyłając dzieci na ogromną ilość zajęć dodatkowych i porównując je z innymi, jakby pakują je do boksów startowych. To trochę jak ranking, bo w rodzicach pojawia się potrzeba, by ich dziecko było najlepsze. Dobrze, gdy dziecko uczestniczy w zajęciach, ale ten ambicjonalny lęk rodziców jest niebezpieczny. Dzieci nieświadomie przejmują go i różnie sobie z nim radzą: te wrażliwsze mogą odczuwać zdenerwowanie i niepokój. Nie mówię tu o patologii, ale o tym, co dzieje się w większości domów.
Czyli wysokie wymagania mogą być przyczyną problemów w szkole?
Oczywiście. A nadmierna krytyka może spowodować, że dziecko się zniechęci się do nauki, a szkołę będzie kojarzyć z niepowodzeniem. Krytyka może też prowadzić do przymusu doskonałości – jeśli nie będę najlepszy rodzice będą rozczarowani i mnie odrzucą. Często spotykam to wśród moich pacjentów – dorośli ludzie, którzy wspominają lęk przed rozczarowaniem rodziców. Efekt jest taki, że wszystko, czego się podejmą muszą zrealizować w 100%. W dobrych szkołach dzieci są tak przejęte startowaniem w olimpiadach i konkursach, że porażka wpędza je w depresję, załamują się, zdarzają się nawet próby samobójcze. Można powiedzieć o nich: świetna uczennica, doskonały uczeń. Przestaje to mieć znaczenie, gdy okaże się, jak słabe psychicznie jest to dziecko. Nadmiernie ambitne dzieci często są opuszczone emocjonalnie. Wszyscy stawiali na ich rozwój intelektualny, a nikt nie zwrócił uwagi na uczucia.
To najczęstsze błędy rodziców?
Są jeszcze inne, na przykład brak konsekwencji i przewidywalności. Najgorsze uczucie, o jakim rozmawiam z pacjentami to, gdy człowiek chodzi po swoim domu jak po polu minowym: nie wiesz gdzie nadepniesz, bo miny są nieoznaczone i w każdym momencie możesz wylecieć w powietrze – to rodzi lęk. Tak naprawdę ważne jest wszystko i wiele różnych czynników może powodować problemy w szkole – szkoła jest jak papierek lakmusowy – tam wychodzi wszystko.
Powtarzania klasy to popularna praktyka szkół polskich. 12% „drugorocznych” to dzieci, które powtarzają klasy I do III. Czy to się sprawdza?
Dla dziecka pozostanie na drugi rok w tej samej klasie to przede wszystkim informacja: nie poradziłeś sobie, byłeś gorszy i przegrałeś. Dziecko, zwłaszcza młodsze, chce przebywać ze swoimi rówieśnikami Grupa ma ogromne znaczenie w tym momencie. W nowej grupie dzieci młodszych, przede wszystkim emocjonalnie, dziecko czuje się wyobcowane i gorsze. Jestem zaskoczona, że ten odsetek jest tak duży. To jakiś błąd systemu, gdy szkoła potrafi zniechęcić do nauki na tak wczesnym etapie. Każde dziecko ma w sobie ciekawość świata – jest zachwycone, gdy nauczy się nowej rzeczy, pozna nową literkę, ktoś je pochwali.
W czym więc może tkwić problem?
Często dzieje się coś złego w szkole, co sprawia, że dziecko się zraża: nauczyciel lub reakcja rówieśników. Zadaniem nauczyciela jest dobrze zintegrować klasę w pierwszych trzech latach. Jednak nie wszystkim się to udaje. Czasami, w licznych grupach problemy jednego dziecka mogą umknąć. Reszta klasy bardzo szybko to wychwytuje i dziecko już na bardzo wczesnym etapie dostaje etykietkę, bo czymś się różni od innych. Jeśli nauczyciel nie zareaguje odpowiednio wcześnie, to jest to bardzo niebezpieczne. Znam historię chłopca, za którym nadana mu w pierwszej klasie etykieta klasowego kozła ofiarnego ciągnęła się przez 6 lat.
Jak uniknąć takiego scenariusza?
Pierwsze trzy lata szkoły podstawowej rodzice powinni poświęcić na to, by nauczyć dzieci się uczyć: koncertować się, być konsekwentnym i uporządkowanym. Należy pracować z dzieckiem pozytywnymi wzmocnieniami. Dawniej panowało przekonanie – nie chwal, bo zepsujesz. To pokolenie moich rodziców, którzy ganili, a gdy dziecko odniosło sukces – milczeli. Dziś tendencja jest odwrotna i rodzice chwalą za wszystko. W rezultacie dziecko nadal nie wie, co jest dobre, a co nie. Chwalmy za sukcesy, ale skrytykujmy to, co w jego zachowaniu było nieodpowiednie. Krytyka też musi być konstruktywna i przede wszystkim, powinna pokazywać rozwiązanie. To procentuje w dorosłości – uczy szukania wyjścia z sytuacji i daje poczucie wpływu na własne życie.
Zatem najważniejsi są rodzice?
Tak i to oni przede są odpowiedzialni za pomoc dziecku. Często zapracowani rodzice nie wiedzą wielu istotnych rzeczy o swoim dziecku. Standardowe pytanie: „Jak tam w szkole?” nie wystarcza. Z dziećmi trzeba rozmawiać, a to wymaga czasu i uwagi. Trzeba być dostępnym dla dziecka, by wiedziało ono, że do nas może się zwrócić z problemem. Tylko wtedy możemy odpowiednio szybko zareagować. A większość problemów można rozwiązać w domu.
Jak pracować z dzieckiem, które nie chce się uczyć?
Przede wszystkim należy zbudzić w nim motywację – pokazać, że uczenie się jest fajne i leży w jego interesie. Trzeba odnaleźć w nim mocną stronę – bo przecież każde dziecko taką ma, wystarczy ją odkryć i wzmocnić. Gdy ono zauważy, że w jednej dziedzinie odnosi sukcesy, jego samoocena wzrośnie i łatwiej zniesie porażki w innych dziedzinach. Ta jedna mocna strona to punkt oparcia, by dziecko przestało czuć, że jest beznadziejne i uwierzyło w siebie. Do każdego dziecka trzeba podejść indywidualnie, rozpoznać stopnień jego wrażliwości, postawić granice, zadbać o odpowiedni rytm, być konsekwentnym – pochwały i nagany nie mogą zależeć od humoru mamy czy taty. Najgorszym błędem jest jednak pozostawienie dziecka samemu sobie – gdy nie otrzyma ono pomocy, dowiaduje się, że nie warto w nie inwestować – niezrobienie niczego też jest informacją.
To problemy, które rozpoczynają się w pierwszej klasie i trwają na różnych etapach edukacji. Jeśli w odpowiednim momencie dziecko nie otrzyma pomocy, mogą przejść w proces przewlekły, który ma swoje konsekwencje aż do szkoły średniej. Z punktu widzenia pedagogiki ich przyczyny to zaburzenia koncentracji, słynne ADHD czy dysleksja. Te trudności szkoła zwykle wykrywa i dziecko może uczestniczyć w specjalnych zajęciach. Jest jednak inny aspekt, zwykle pomijany przez pedagogów: dojrzałość emocjonalna dziecka. Dziecko poznawczo może być gotowe, by pójść do szkoły, ale pod względem emocjonalnym i społecznym ma braki. Poznawcza gotowość to odpowiedni stopnień rozwoju intelektualnego, natomiast dojrzałość emocjonalna i społeczna to coś zupełnie innego. Mało bada się u dzieci te dwie sfery, a one mają ogromne znacznie dla powodzenia w szkole.
Gdzie leżą przyczyny tej niedojrzałości?
Dziecko niedojrzałe emocjonalnie cechują przeżycia emocjonalne i sposób ich wyrażania typowe dla dzieci młodszych. Gorzej radzi sobie z porażkami, trudniej przystosowuje się do grupy rówieśniczej, a na stres reaguje płaczem, zamknięciem się w sobie, agresją. Przyczyny są rozmaite: nadmiernie wymagający rodzice, tacy, którzy nie wierzą w sukces dziecka lub rodzice nadmiernie krytykujący. Wiele mówi się o tzw. wyścigu szczurów również w świecie dzieci: metaforycznie, rodzice wysyłając dzieci na ogromną ilość zajęć dodatkowych i porównując je z innymi, jakby pakują je do boksów startowych. To trochę jak ranking, bo w rodzicach pojawia się potrzeba, by ich dziecko było najlepsze. Dobrze, gdy dziecko uczestniczy w zajęciach, ale ten ambicjonalny lęk rodziców jest niebezpieczny. Dzieci nieświadomie przejmują go i różnie sobie z nim radzą: te wrażliwsze mogą odczuwać zdenerwowanie i niepokój. Nie mówię tu o patologii, ale o tym, co dzieje się w większości domów.
Czyli wysokie wymagania mogą być przyczyną problemów w szkole?
Oczywiście. A nadmierna krytyka może spowodować, że dziecko się zniechęci się do nauki, a szkołę będzie kojarzyć z niepowodzeniem. Krytyka może też prowadzić do przymusu doskonałości – jeśli nie będę najlepszy rodzice będą rozczarowani i mnie odrzucą. Często spotykam to wśród moich pacjentów – dorośli ludzie, którzy wspominają lęk przed rozczarowaniem rodziców. Efekt jest taki, że wszystko, czego się podejmą muszą zrealizować w 100%. W dobrych szkołach dzieci są tak przejęte startowaniem w olimpiadach i konkursach, że porażka wpędza je w depresję, załamują się, zdarzają się nawet próby samobójcze. Można powiedzieć o nich: świetna uczennica, doskonały uczeń. Przestaje to mieć znaczenie, gdy okaże się, jak słabe psychicznie jest to dziecko. Nadmiernie ambitne dzieci często są opuszczone emocjonalnie. Wszyscy stawiali na ich rozwój intelektualny, a nikt nie zwrócił uwagi na uczucia.
To najczęstsze błędy rodziców?
Są jeszcze inne, na przykład brak konsekwencji i przewidywalności. Najgorsze uczucie, o jakim rozmawiam z pacjentami to, gdy człowiek chodzi po swoim domu jak po polu minowym: nie wiesz gdzie nadepniesz, bo miny są nieoznaczone i w każdym momencie możesz wylecieć w powietrze – to rodzi lęk. Tak naprawdę ważne jest wszystko i wiele różnych czynników może powodować problemy w szkole – szkoła jest jak papierek lakmusowy – tam wychodzi wszystko.
Powtarzania klasy to popularna praktyka szkół polskich. 12% „drugorocznych” to dzieci, które powtarzają klasy I do III. Czy to się sprawdza?
Dla dziecka pozostanie na drugi rok w tej samej klasie to przede wszystkim informacja: nie poradziłeś sobie, byłeś gorszy i przegrałeś. Dziecko, zwłaszcza młodsze, chce przebywać ze swoimi rówieśnikami Grupa ma ogromne znaczenie w tym momencie. W nowej grupie dzieci młodszych, przede wszystkim emocjonalnie, dziecko czuje się wyobcowane i gorsze. Jestem zaskoczona, że ten odsetek jest tak duży. To jakiś błąd systemu, gdy szkoła potrafi zniechęcić do nauki na tak wczesnym etapie. Każde dziecko ma w sobie ciekawość świata – jest zachwycone, gdy nauczy się nowej rzeczy, pozna nową literkę, ktoś je pochwali.
W czym więc może tkwić problem?
Często dzieje się coś złego w szkole, co sprawia, że dziecko się zraża: nauczyciel lub reakcja rówieśników. Zadaniem nauczyciela jest dobrze zintegrować klasę w pierwszych trzech latach. Jednak nie wszystkim się to udaje. Czasami, w licznych grupach problemy jednego dziecka mogą umknąć. Reszta klasy bardzo szybko to wychwytuje i dziecko już na bardzo wczesnym etapie dostaje etykietkę, bo czymś się różni od innych. Jeśli nauczyciel nie zareaguje odpowiednio wcześnie, to jest to bardzo niebezpieczne. Znam historię chłopca, za którym nadana mu w pierwszej klasie etykieta klasowego kozła ofiarnego ciągnęła się przez 6 lat.
Jak uniknąć takiego scenariusza?
Pierwsze trzy lata szkoły podstawowej rodzice powinni poświęcić na to, by nauczyć dzieci się uczyć: koncertować się, być konsekwentnym i uporządkowanym. Należy pracować z dzieckiem pozytywnymi wzmocnieniami. Dawniej panowało przekonanie – nie chwal, bo zepsujesz. To pokolenie moich rodziców, którzy ganili, a gdy dziecko odniosło sukces – milczeli. Dziś tendencja jest odwrotna i rodzice chwalą za wszystko. W rezultacie dziecko nadal nie wie, co jest dobre, a co nie. Chwalmy za sukcesy, ale skrytykujmy to, co w jego zachowaniu było nieodpowiednie. Krytyka też musi być konstruktywna i przede wszystkim, powinna pokazywać rozwiązanie. To procentuje w dorosłości – uczy szukania wyjścia z sytuacji i daje poczucie wpływu na własne życie.
Zatem najważniejsi są rodzice?
Tak i to oni przede są odpowiedzialni za pomoc dziecku. Często zapracowani rodzice nie wiedzą wielu istotnych rzeczy o swoim dziecku. Standardowe pytanie: „Jak tam w szkole?” nie wystarcza. Z dziećmi trzeba rozmawiać, a to wymaga czasu i uwagi. Trzeba być dostępnym dla dziecka, by wiedziało ono, że do nas może się zwrócić z problemem. Tylko wtedy możemy odpowiednio szybko zareagować. A większość problemów można rozwiązać w domu.
Jak pracować z dzieckiem, które nie chce się uczyć?
Przede wszystkim należy zbudzić w nim motywację – pokazać, że uczenie się jest fajne i leży w jego interesie. Trzeba odnaleźć w nim mocną stronę – bo przecież każde dziecko taką ma, wystarczy ją odkryć i wzmocnić. Gdy ono zauważy, że w jednej dziedzinie odnosi sukcesy, jego samoocena wzrośnie i łatwiej zniesie porażki w innych dziedzinach. Ta jedna mocna strona to punkt oparcia, by dziecko przestało czuć, że jest beznadziejne i uwierzyło w siebie. Do każdego dziecka trzeba podejść indywidualnie, rozpoznać stopnień jego wrażliwości, postawić granice, zadbać o odpowiedni rytm, być konsekwentnym – pochwały i nagany nie mogą zależeć od humoru mamy czy taty. Najgorszym błędem jest jednak pozostawienie dziecka samemu sobie – gdy nie otrzyma ono pomocy, dowiaduje się, że nie warto w nie inwestować – niezrobienie niczego też jest informacją.
Komentarze (0):
Zaloguj się